101 lat życia bohatera w niepodległej Polsce

Dziś przychodzę do Was z czymś wyjątkowym – opowieścią weterana II Wojny Światowej o zsyłce na Sybir i trudnym czasie, w jakim przyszło mu żyć i dorastać. Bohaterem (i to dosłownie) dzisiejszego wpisu jest Pułkownik Wojska Polskiego – Wacław Chała, urodzony 20.10.1921r. w Janowie Poleskim, który wówczas leżał w granicach administracyjnych Rzeczypospolitej Polskiej. Postanowiłam jednak nie ingerować zbytnio w treść jego wypowiedzi, aby jak najwierniej oddać opowiedzianą historię. Zastosuję zatem narrację w pierwszej osobie i przekażę Wam to tak, jak ja to usłyszałam. Zatem było to tak:

„(…) I nocą kolbami w drzwi załomocą (…)[1]”, czyli  przymusowa zsyłka na Sybir

„Mieszkałem w Janowie Poleskim z rodzicami i czterema siostrami. Dnia 16.06.1941r. otrzymałem świadectwo dojrzałości. Trzy dni później – w nocy z 19 na 20 czerwca zapukano do drzwi naszego domu ostrym stukiem wołając, aby otworzyć. W tym czasie ziemie te były zajęte przez ZSRR. Moja mama odmówiła otwarcia oświadczając, że nie otwiera nieznajomym. Okazało się, że było to NKWD – poszli po naszego sąsiada, który powiedział, że mają sądowy nakaz. Po otwarciu do domu weszło trzech żołnierzy w mundurach. Oświadczyli nam, że zostaliśmy wyznaczeni do przymusowej wywózki. Nie powiedzieli nam gdzie, ani dlaczego. Każdy z nas mógł wziąć 50 kg bagażu, spakowaliśmy swoje rzeczy do worków i kazano nam załadować je na zewnątrz do stojącego samochodu ciężarowego. Po wyjściu z domu zabrali nam klucze, przejęli nasz dom. Dotarliśmy na stację kolejową, gdzie kazano nam zapakować swoje rzeczy do wagonów towarowych. Byli tam też inni ludzie, w jednym wagonie było około 70 osób – bez żadnych wygód, bez toalety, na podłodze. Nasz wagon został zamknięty na kłódkę na zewnątrz. NKWD miało klucz. I tak – w nocy z 20 na 21 czerwca – wyruszyliśmy w nieznanym kierunku. Po dojechaniu do Łunińca zobaczyliśmy, że wszystkie okna stacji są zaklejone i zabezpieczone przed bombardowaniem. Byliśmy przeświadczeni, że skoro jest wojna, to nas jednak nie wywiozą. Myliliśmy się. Pociąg ruszył dalej i zatrzymaliśmy się dopiero w Orioł, gdzie udzielono nam pierwszego posiłku – była to kasza „prosianowa”. Przy poborze posiłku dowiedziałem się od kolejarza, że jest wojna, i że zajęty już jest Brześć. Nam nie wolno było rozmawiać. Za niedozwoloną rozmowę dostałem uderzenie kolbą w plecy. Było to jednak dopiero delikatne wprowadzenie do prawdziwego bestialstwa, które na nas czekało. Dotarliśmy na miejsce z końcem lipca”.

 „A droga długa jest, nie wiadomo czy ma kres”[2]

„Podróż była bardzo długa – Moskwa, Świerdłowsk, Omsk, Nowosybir, Barnauł, aż w końcu na 42 zjeździe kazano nam się rozładować okrzykiem: „Wyładujcie się, tu wasz grób”! Był to teren Północnego Kazachstanu. Przeładowaliśmy się na samochody ciężarowe, które odwiozły nas do miejscowej osady. Zaczęliśmy szukać schronienia, lecz tam nie było mieszkań. Miejscowa ludność mieszkała w ziemiankach, a co zamożniejsi w barakach. Wobec tego nasi mężczyźni otrzymali samochód i pojechali do tajgi po drewno do budowy pomieszczeń. Budowaliśmy przez kilka tygodni. Już na drugi dzień po przyjeździe rano usłyszeliśmy dzwon uderzenia szyny kolejowej, co oznaczało zbiórkę do pracy. Praca polegała na wierceniu otworu w górach, zakładaniu materiału wybuchowego i wysadzaniu w powietrze części powierzchni gór. Pracowali wszyscy – kobiety i dzieci też. O godz. 14.00 była przerwa obiadowa – 15 dkg chleba i zupa, po czym powrót do pracy, aż do zmroku. O godz. 24.00 w nocy obudził nas znowu dzwon szyny kolejowej. Było to wezwanie do załadunku przywożonego na bocznicę gruzu, do dalszego transportu kolejowego. I tak wyglądało nasze życie codziennie – dzień i noc praca. Ludzie przestali mieć nadzieję na powrót.”

„Ojczyznę kochaną racz Nam wrócić Panie”[3], czyli powrót i służba w Wojsku Polskim

„W końcu sierpnia 1941r. Generał Sikorski domówił się ze Stalinem, aby dać wolność przywiezionym na Sybir Polakom. Mój ojciec postanowił nas przenieść do Ałtajskiego Kraju (to było dalej w granicach Sybiru). Ojciec był tam maszynistą w elektrowni, a ja traktorzystą.

Ponieważ front doszedł do rzeki Bug (granicy z Polską) ja postanowiłem jechać na front II Wojny Światowej. Zwróciłem się do „Wojenkomatu”[4] o skierowanie mnie do Wojska Polskiego. Została wyrażona zgoda i od 16.09.1944r. służyłem w Wojsku Polskim.

Żeby wrócić trzeba było wywalczyć drogę do Polski.

Na początku byłem mechanikiem lotniczym, z braku personelu przeszkolono mnie na strzelca pokładowego, potem na nawigatora przestrzeni powietrznej, aż w końcu na pilota. Jako pilot brałem udział w działaniach bojowych na froncie wschodnim.”

(Na pytanie, czy bał się walki?):

„Będąc w wojsku nie można nie brać udziału w walce. Strach każdy odczuwa indywidualnie. Pewnie, że człowiek się bał. Nie da się brać udziału w walce i się nie bać.

Gdy się dowiedzieliśmy o końcu wojny, nasz przełożony zabrał nas do Chrzanowa pod Warszawą, tam były okopy. Powiedział, że teraz możemy wiwatować – z radości wystrzeliliśmy w powietrze całą amunicję.

Po wojnie zostałem wcielony do Dowództwa Wojsk Lotniczych i Ochrony Powietrznej. Nie żałuję tego, że poszedłem do wojska. W tym czasie zorganizowała się też w Polsce partia komunistyczna. Ja się do niej nie zapisałem. Interesowało mnie tylko wojsko, a nie polityka. Chcę tylko na koniec powiedzieć, że ja nie byłem zaangażowany w politykę i cały czas byłem przekonany, że walczę o Polskę przedwojenną – Polskę Piłsudskiego. To mi przyświecało”.

Na koniec chciałam jeszcze zapytać Pułkownika Wacława Chałę, czym jest dla niego patriotyzm, ale uznałam, iż w obliczu jego historii, zwłaszcza ostatniego zdania, pytanie to byłoby trywialne. Cieszę się z tego spotkania i z tego, że mogłam Wam je przybliżyć. W końcu nie samym prawem żyje człowiek.

[1] Władysław Broniewski, Bagnet na broń

[2] Akurat, Droga duga jest

[3] Władysław Bełza, Katechizm polskiego dziecka

[4] Komisariat wojenny w ZSSR

Autorka : Monika Sobczyńska – radca prawny